przegrałem wszystko co w tym cholernym zyciu było do przegrania, i nie wiem juz co robić, bo nie wiem co ma sens, co jest dla mnie ważne. Nie wiem czego chcę, stanąłem w miejscu i zajebiście ciężko jest zrobić następny krok. Nie takie proste jak w ulotce to życie, bo codziennie muszę wstawać i mieć sens, dla którego wieczorem pójdę spać z poczuciem spełnienia, a sensu tego nie mam. Nie wiem więc co, ani kto. Wierzę w rację uczuć i ich wyższość nad sexem, boje się że z czasem zatraci się to we mnie. Boję się że jutro, ani pojutrze, ani za tydzień, nie za miesiąc, ni za rok, że już nie wstanę, nie zrobię tego cholernie ciężkiego następnego kroku i że już zawsze będę tkwił w tym gównie w jakie się wplątałem, że już nie poczuje radości życia. Boję się że przegram, a życie nie jest przecież układanką którą mozna zacząć od nowa, więc jak przegram jeszcze więcej niż już przegrałem, to nie zostanie nic, jedynie czas zostanie, ale on, biedactwo które ze mną musi być do kresu, też się kiedyś skończy. Nie że z nim przegram. Będzie mnie męczył, kazal patrzeć na szczęście innych i uśmiechać się ich uśmiechami, i cieszcyc się z tego, że są szczęśliwi. A ja będę stał i nie zrobię tego korku który chcę zrobić. Muszę zrobić, żeby nie przegrać, żeby spełnić się jako człowiek, i w swoim byciu być kimś, nie niczym. I żeby być dumnym z bycia kimś, bo będąc nikim będę jeszcze bardziej nikim myśląc o swojej nicości, będąc z niej niezadowolonym i zatapiając się w niej.
Jak mi kórwa ciężko.
Bo będąc pod kloszem wychowanym, będąc tym najlepszym, najbardziej kochanym, kiedy klosz się stłucze, a ten który go stworzył odejdzie, zaczynam sobie uświadamiać że nie jestem tym, kim byłem w kloszu, bo klosza już niema. I teraz jestem tylko ja, a ja jestem nikim, więc niema nic. Bo kim ja jestem jeśli już nie tym kochanym, wspaniałym. Co potrafię, jeśli już kochać nie wystarczy żeby być kimś. Życie zasługami innych nie wystarczy aby być zasłużonym. I już, teraz kiedy to piszę, nie powie nikt że mnie kocha, nie mam też swojego klosza i muszę sam walczyć ze wszystkim, zero sterylności, wystawiony na wszelkie okrucieństwa. A innym radość i poczucie własnej wartości zajebiście rośnie kiedy wiedzą, że klosza niemam, że to już nie tak, że można niszczyć, chociaż nie niszczą. Wystarczy im sama świadomość tego, że na zniszczenie wystawiony jestem i że mogę przegrać. Cieszą się bo już nie ten lepszy.A ja poza kloszem świata nie znam i nie potrafię się w nim odnaleźć.
I ciężko jest mi zajebiście, bo nie wiem jak żyć.